E-recepta przyspiesza – czy apteki nadążą?

 9 minut

Aptekarz przed komputerem

Od 1 stycznia 2019 r. realizacja recepty elektronicznej powinna być możliwa w każdej aptece wynika z komunikatów Ministerstwa Zdrowia. Urzędnicy są zadowoleni z testów tego rozwiązania. Żeby zachęcić apteki do wzięcia udziału w informatyzacji służby zdrowia, proponują wsparcie finansowe. Ale na skorzystanie z niego dali niewiele czasu.

Elektroniczne recepty są w Polsce testowane od lutego br. Oficjalnie pierwsza e-recepta została zrealizowana 25 maja br. Pacjentem był prezydent Siedlec, Wojciech Kudelski. Lekarz rodzinny przepisał mu specyfik, który Kudelski wykupił w aptece. Jaki był to lek, tego oczywiście dziennikarzom nie zdradzono. Operacja przebiegła bez kłopotów, a poprzedziła ją konferencja Ministra Zdrowia, Łukasza Szumowskiego. Urzędnicy zajmujący się obecnie wprowadzaniem aptek we wciąż dość odległą epokę informatyzacji urządzili z realizacji pierwszej elektronicznej recepty prawdziwy spektakl, by podkreślić, że dokonali czegoś, czego długo nie udawało się zrealizować.

E-recepta jest częścią większego projektu noszącego symbol P1. Mówi się o nim od lat. Jego wprowadzenie oznacza rewolucję – w efekcie wdrożenia P1 wszystkie medyczne dokumenty będą dostępne w wersji elektronicznej. Zostaną umieszczone na indywidualnym Internetowym Koncie Pacjenta – znajdą się tam m.in. informacje o przebytych operacjach i zabiegach, zażywanych medykamentach itp.

Cztery lata temu wydawało się, że data uruchomienia IKP jest już bliska. W 2014 r. rozpoczęto nawet akcję informacyjną, w której zanana dziennikarka, Dorota Wellman, zachęcała do zakładania takich kont. Jednak niedługo po rozpoczęciu promocji ówczesny Prezydent RP, Bronisław Komorowski, podpisał nowelizację ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia dotyczącą przesunięcia terminu obowiązkowego prowadzenia dokumentacji medycznej tylko w postaci elektronicznej. Powód? Nikt tak naprawdę nie był przygotowany do tego e-wyzwania.

Testy w liczbach
Na kilka lat temat informatyzacji ucichł, by na poważnie wrócić w 2018 r. Zaczęło się od lutowych testów. W październiku br. Premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej w Sokółce zapowiedział: „Unowocześnimy służbę zdrowia”. Jako część tego procesu wymienił właśnie wprowadzenie e-recept. Miesiąc wcześniej, we wrześniu br., urzędnicy przedstawili konkretne dane z zakończonej już pierwszej, pilotażowej fazy wdrażania e-recept. W jej ramach wystawiono ponad 24 tysiące recept elektronicznych dla ponad 5,2 tys. pacjentów. Zaangażowanych zostało ponad 60 aptek z czterech miejscowości (Siedlec, Skierniewic, Krynicy-Zdroju i Wysokiego) oraz blisko 70 lekarzy w wieku od 28 do 70 lat. Najczęściej wystawiali e-recepty między godz. 8.00 a 9.00. Rekord należy do lekarza, który w sumie wystawił ich ok. 4 tys. Szczegółowe są też dane dotyczące osób, które otrzymały recepty. Najstarsza z nich miała 98 lat, najmłodsza – 3 miesiące. Przeważali pacjenci po 60. r.ż. – stanowili ponad połowę w grupie, która otrzymała e-recepty.

Kolejne, jeszcze bardziej aktualne liczby ujawniła Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Według nich do 22 października br. w pilotażu wzięło udział 76 aptek, wystawionych zostało 51 tys. e-recept, z czego zrealizowano ponad 32 tys. W raportach podsumowujących testy była też mowa o problemach – pojawiły się w procesie rejestracji farmaceuty w systemie i generowania certyfikatu, a także w działaniu oprogramowania komputerowego w gabinetach lekarzy wystawiających e-recepty oraz w aptekach, w których dokonywana była ich realizacja.

Ale testy są po to, by błędy identyfikować i naprawiać, na co czasu nie pozostało jednak już zbyt wiele. Wiceminister Zdrowia, Janusz Cieszyński podczas debaty „E-zdrowie w Polsce”, która odbyła się podczas Forum Rynku Zdrowia, zapowiedział, że od 1 stycznia 2019 r. każda apteka powinna być gotowa na e-receptę. Wcześniej mówiło się o wprowadzeniu recept elektronicznych od początku 2020 r. Teraz okazuje się, że urzędnicy chcą sprawić, by farmaceuci jak najszybciej dostosowali się do tej nowości. Żeby ich zachęcić, w pierwszej połowie października br. ogłosili program finansowego wsparcia, z którego jednak będzie można skorzystać tylko do końca 2018 r.

Kto dostanie pieniądze?
Oprócz tego, że trzeba zmieścić się w terminie, należy mieć zarejestrowaną działalność w Polsce i tu płacić podatki. Wsparcie polega bowiem na tym, że jeden przedsiębiorca może dodatkowo odliczyć 19 proc. podatku od zakupu sprzętu komputerowego za kwotę 3500 zł na jedno stanowisko komputerowe. Jak czytamy we wszystkich oficjalnych komunikatach na ten temat, odliczenia może dokonać na cztery stanowiska w jednej aptece i maksymalnie na cztery apteki. To ograniczenie bierze się stąd, że – jak wyjaśnił Wiceminister Cieszyński podczas cytowanej już debaty – rząd nie chce finansować wielkich korporacji.

By wszystko jeszcze dokładniej wyjaśnić, Naczelna Izba Aptekarska przedstawia następującą symulację: zakładając, że jedna apteka dysponuje czterema stanowiskami komputerowymi, a jeden komputer kosztuje 3500 zł, aptekarz inwestuje 4 x 3500 zł, czyli 14 tys. zł;  zwrot jaki może uzyskać z tego tytułu wyniesie ok. 2700 zł. Przy założeniu, że właściciel jednej apteki dysponuje jednym stanowiskiem komputerowym, inwestuje w sprzęt 3500 zł, dodatkowy zwrot wyniesie ok. 700 zł. Przy maksymalnym poziomie rocznych zakupów dla jednego przedsiębiorcy (56 000 zł) dodatkowy zwrot wyniesie ok. 11 000 zł.

Nie będzie to jednak „czysta oszczędność”. Jak sugeruje NIA w informacji przesłanej do mediów, „odzyskane dzięki wsparciu finansowemu pieniądze ułatwią im solidne przygotowanie do wyzwań 2019 r., takich jak np. serializacja – zakup skanerów, czytników kodów kreskowych 2D itp.”. Nowy sprzęt jest aptekom niezbędny. Jak podawał na początku września br. portal Wyborcza.pl*, powołując się na rozmowy z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia i NIA, nawet co trzecia apteka ma braki w tego typu wyposażeniu. Przestarzałe komputery i nieaktualizowane od lat oprogramowanie mogą sprawić, że apteki będą celem cyberataków spowodowanych chęcią przejęcia bardzo wrażliwych danych.

Oprócz sugerowanego odmłodzenia sprzętu właściciele aptek będą musieli zadbać o przeszkolenie pracowników oraz opłacić koszta dostosowania systemów aptecznych do procesu wystawiania e recept – w skali roku zgodnie z przewidywaniami Wiceministra Cieszyńskiego mają one nie przekraczać 1000 zł. Co jeszcze? Tego farmaceuci dowiedzą się zapewne już w procesie wdrażania e-recepty, a potem korzystania z niej.

Kto zyska?
Najwięcej korzyści z wprowadzenia e-recepty ma mieć pacjent. Dostanie ją w postaci SMS-a lub maila, ale jeśli będzie sobie tego życzył, otrzyma wydruk z kodem dostępowym i kluczem. Dzięki takiej formie dokumentu nie będzie już musiał wracać do lekarza z powodu nieczytelnie wpisanej nazwy leku albo po to, by upewnić się, jak dawkować zalecany preparat. E-recepta ma też ograniczyć ryzyko wydania niewłaściwego preparatu.

Jeśli pacjent otrzyma receptę na kilka leków, każdy będzie mógł kupić w innej aptece. Jeżeli się zgodzi, lekarze i inni pracownicy medyczni będą mieli wgląd w informacje o zażywanych przez niego lekach, dzięki czemu będą mogli wyeliminować niepożądane interakcje między medykamentami i całościowo spojrzeć na jego zdrowie.

Lekarze i inne osoby uprawnione do przepisywania leków dzięki e-recepcie będą mieli ułatwioną pracę oraz oszczędzą czas – duńskie doświadczenia wskazują, że to ok. 30 minut dziennie. A farmaceuci? Dostaną w pełni czytelną, wiarygodną oraz prostszą w realizacji receptę i szybki dostęp do informacji o zamiennikach leków.

Zaletami recepty elektronicznej ma być także uszczelnienie obiegu recept, kontrola nad lekami refundowanymi oraz możliwość zbierania danych na temat stanu zdrowia Polaków. Plusów jej wprowadzenia jest więc dużo, choć na razie w teorii. Zanim jednak przekonamy się, czy e-recepta spełnia pokładane w niej nadzieje i skorzystamy ze wszystkich jej zalet, trzeba będzie zainwestować nie tylko czas, ale i pieniądze.

E-recepta to nie koniec
Tomasz Leleno, rzecznik Naczelnej Izby Aptekarskiej, przypomina, że na e-recepcie informatyzacja aptek się nie kończy. „Dużym wyzwaniem jest projekt serializacji związany z zaimplementowaniem unijnej dyrektywy antyfałszywkowej. Wdrożenie tej dyrektywy z pewnością wzmocni i poprawi bezpieczeństwo produktów dostępnych w blisko 15 tysiącach aptek” – mówi, tłumacząc, jak będzie to wyglądać w praktyce: „Opakowania leków będą wyposażone w specjalny unikalny kod. Farmaceuta przed sprzedażą będzie musiał zeskanować kod czytnikiem. Jeżeli produkt nie pochodzi z legalnego źródła, informacja pojawi się w systemie.”

Tomasz Leleno przypomina też o podstawowych założeniach toczącego się od lat projektu, u podstaw którego jest myśl o wprowadzeniu opieki farmaceutycznej do aptek. „Apteki powinny więc mieć dostęp do Internetowego Konta Pacjenta (IKP) oraz Elektronicznej Dokumentacji Medycznej. Dzięki temu farmaceuci będą mogli sprawdzić na podstawie recepty, jakie leki pacjent przyjmuje. Umożliwi to wychwycenie potencjalnych interakcji zachodzących między lekami” –  wyjaśnia. „Aby to rozwiązanie mogło zafunkcjonować, konieczna jest zmiana prawa, m.in. ustawy o systemie informacji w ochronie zdrowia.”